Wspomnienia Etty i Sylwiona: czerwcowa herbata

Wieczorny chłód zaczął powoli podnosić się z leśnego poszycia, niosąc ze sobą rześki zapach wilgotnego mchu i paproci. Czerwcowe słońce, zmęczone po całym dniu grzania, niespiesznie chowało się za wysokie, granitowe szczyty, zalewając ganek domu pod wiązami głębokim, miodowo-różowym blaskiem.

Na drewnianej ławie siedzieli Etta i Sylwion. Etta chwilę temu zaparzyła dzbanek pysznej herbaty; garść suszonych płatków dzikiej róży, listki świeżej mięty i melisy, oraz kilka leśnych malin. 
Etta podała mężowi ciepły, gliniany kubek. Ich pomarszczone, twarde od pracy dłonie spotkały się na chwilę, a kiedy spojrzeli na siebie, w oczach obojga odbiło się całe wspólne życie, które z taką czułością i spokojem budowali przez te wszystkie lata.
– Pachnie dokładnie tak jak wtedy, Sylwionie – szepnęła łagodnie Etta, opierając głowę o jego ramię. – Pamiętasz nasz pierwszy czerwiec?
Sylwion uśmiechnął się pod nosem, a jego długa, śnieżnobiała broda poruszyła się na wieczornym wietrze. Oczywiście, że pamiętał. Przymknął oczy, a zapach parzonej róży w ułamku sekundy przeniósł go o całe dziesięciolecia wstecz.
Byli wtedy młodzi, a dom pod wiązami był  tylko zarysem ścian z dębowych belek. Nie było jeszcze ganku, dachu ani ciepłego kaflowego pieca Wtedy, tak samo jak dziś, czerwiec zalewał las wyrazistym błękitem nieba. Zamiast jednak martwić się pracą i budową, młoda Etta i Sylwion brali wiklinowy koszyk i szli razem na rozległe, podgórskie łąki zbierać letnie zioła i owoce.
Byli wtedy biedni, nie mieli prawie nic poza swoimi narzędziami i wielką nadzieją w sercach, ale te wspólne chwile pośród falującej trawy dawały im absolutne, niczym niezmącone szczęście. 
Sylwion rwał dla niej gałązki dzikiej róży, kłując sobie palce i bez przerwy żartując, byle tylko usłyszeć jej dźwięczny, czysty śmiech. Wieczorami wracali na budowę, siadali na surowej, drewnianej belce niedokończonego ganku i parzyli te świeże zioła w pożyczonym garnku, marząc o wspólnym domu.
– Wiedzieliśmy wtedy, że budujemy coś więcej niż tylko dach nad głową – odezwał się cicho Sylwion, gładząc kciukiem dłoń żony. – Budowaliśmy nasze własne schronienie przed całym światem.
Etta skinęła głową. Minęło tyle lat, dom pod wiązami obrósł mchem i bluszczem, wokół nich wyrosły kolejne pokolenia młodych elfów, a oni wciąż, każdego czerwcowego wieczoru, celebrowali ten sam prosty rytuał. Wiedzieli doskonale, jak ogromnie ważne są te chwile zatrzymania. 
W tym jednym małym kubku ciepłego naparu ukryte było całe ich życie – każdy wspólny poranek, każda przetrwana zima i ta cicha, spokojna miłość, która była fundamentem całego Lasu.
Siedzieli tak razem w ciszy, słuchając miarowego szumu lasu i patrząc, jak słońce gaśnie za koronami drzew.. Nie potrzebowali już słów, by wiedzieć, co czuje to drugie serce. Byli po prostu obecni, złączeni głęboką wdzięcznością za każdą sekundę uwagi, jaką podarowali sobie przez te wszystkie lata.
A Las wokół nich szumiał cicho.

Prześlij komentarz

0 Komentarze