Wiadomość o zniknięciu Strażnika Aariena wstrząsnęła całym Lasem z Mchu i Paproci. Na ganku chatki Idril zebrała się milcząca gromada.
Earyn z ponurą miną patrzył na las. Obok niego lekarz Ambroży Pukawka wciąż kręcił z niedowierzaniem głową, Idril szlochała. Wszyscy milczeli, przytłoczeni bezsilnością wobec magii, jakiej ten bór jeszcze nie widział.
Wtedy przez paprocie przedarła się zdyszana Etta. W dłoniach ściskała stary, zniszczony notes ze skórzanymi rzemieniami, który zaledwie godzinę temu zniosła ze strychu Domu pod Wiązami.
– Idril! – zawołała, ledwo łapiąc oddech. – Musisz na to spojrzeć. Twój napar z melisy i leśne zioła nie pomogą, ale to... to może być odpowiedź!
Idril uniosła zapłakane oczy. Etta położyła gruby notes na drewnianym stole, tuż przed zapłakaną dziewczyną, i ostrożnie otworzyła pierwszą stronę. Zapach wilgotnej ziemi i minionego czasu, unoszący się znad kartek starego zielnika, natychmiast zmieszał się z lodowatym, metalicznym aromatem szafirowego pyłu, który wciąż iskrzył w powietrzu.
Ta nagła eksplozja dawnej magii sprawiła, że drżące dłonie Idril na chwilę zamarły.
– To zielnik mojej prababki – wyjaśniła szybko Etta, wskazując na dziwny, srebrzysty liść o gwieździstym kształcie. – Czytaj, dziecko. Moja prababka napisała, że dawno temu borowe rośliny potrafiły rozmawiać z ludźmi i elfami. Każda strona kryje zapomnianą historię.
Idril, wciąż drżącymi dłońmi, przesunęła palcami po wyschniętej łodyżce, którą Etta nazwała Srebrzystym Szeptunem. Gdy tylko opuszki jej palców dotknęły srebrzystej powierzchni, pył na łuku Aariena gwałtownie zaiskrzył. W tym samym momencie w głowie Idril odezwał się cichy, dzwoniący głos, brzmiący jak echo z najgłębszych jaskiń:
„Tam, gdzie światło miesza się z mrokiem, ciemna brama otwiera się szeroko... Kto przeszedł przez gwiezdny pył, ten nie wróci, dopóki zieleń nie wezwie go po imieniu...”
– Słyszycie to? – wykrztusiła Idril, a w jej oczach, obok łez, pojawił się nagle błysk niezłomnej determinacji. – Ten liść próbuje nam coś powiedzieć! On wie, gdzie jest Aarien!
– Przewróć stronę, szybko! – ponaglił Ambroży.
Kolejna karta ukazała podłużny, błękitny liść o postrzępionych brzegach – Modraszka Pocieszyciela. Gdy Idril go dotknęła, do jej serca napłynęła niesamowita fala spokoju, tłumiąc paraliżujący strach. Roślina nie mówiła słowami, lecz nuciła melodię letniego strumienia. Ta pieśń wskazywała drogę – prowadziła na zachodnią rubież, dokładnie tam, gdzie ślady Aariena nagle się urwały.
– To nie jest zwykły zielnik – mruknął Earyn, prostując się gwałtownie. Jego surowa twarz stężała. – To żywa mapa. Te rośliny wciąż rosną w głębi puszczy. Jeśli potrafią rozmawiać, to one widziały, co porwało Strażnika.
Idri zerwała się, mocno chwytając łuk narzeczonego. Spakowała notes prababki do skórzanej torby, dorzucając do niej zapasy suszonej szałwii.
– Ruszamy – powiedziała twardo, patrząc na Earyna i Ettę. – Musimy odnaleźć te rośliny w borze. Jeśli czarna magia gdzieś zamknęła Aariena, zmuszę te zapomniane zioła, by znowu przemówiły i wskazały mi drogę powrotną dla mojego ukochanego.
Czarna magia mogła sparzyć bór, ale potęga miłości Idril i mądrość ukryta w zielniku prababki właśnie dały leśnym mieszkańcom potężną broń.




0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️