Dzień białego cienia

Raz na sto lat w naszym Lesie nadchodzi poranek, który całkowicie zmienia dotychczasowy porządek rzeczy i rzuca wyzwanie znanym nam prawom natury. 
Słońce wstaje wtedy nad szczytami gór krystalicznie czyste, ostre i jasne, ale zamiast głębokich, ciemnych i chłodnych cieni, wszystko wokół zaczyna rzucać cienie lśniące, mlecznobiałe i pełne łagodnego, wewnętrznego blasku.
Mędrzec Thalendir dowiedział się o tym wyjątkowym dniu ze starych, zniszczonych czasem nadrzewnych zapisków, które studiował przez wiele zimowych wieczorów. 
Gdy więc tylko rześki, poranny świt rozświetlił pierwsze turnie puszczy, sędziwy elf wyszedł na polanę przed swoją chatą, niosąc pod pachą potężną, oprawioną w ciemną, grubą skórę kronikę oraz nowo zaostrzone gęsie pióro. Na jego pooranej zmarszczkami twarzy malowało się podekscytowanie i niezwykła  powaga. Doskonale wiedział, że ma zaledwie kilka krótkich godzin, zanim to rzadkie i ulotne zjawisko zniknie bezpowrotnie, zatarte przez zwykły bieg dnia.
Widok, który ukazał się jego oczom, zapierał dech w piersiach i zapadał w serce na zawsze. Pod wielkimi dębami i sięgającymi ziemi gałęziami potężnych świerków, tam gdzie zazwyczaj panował półmrok, rozlewały się teraz szerokie plamy czystego, białego światła. 
Gdy Thalendir przechodził wolno obok gęstych paproci, jego własny cień ciągnął się po soczystym mchu niczym lśniąca, srebrzysta smuga, rozświetlając od spodu każdą pojedynczą kropelkę porannej rosy. Cały Bór wyglądał, jakby został utkany z czystego księżycowego blasku sprowadzonego na ziemię w środku upalnego lata.
Mędrzec usiadł na gładkim, kamiennym bloku, który od wieków służył mu za miejsce rozmyślań. Położył ciężką księgę na kolanach i z najwyższym skupieniem zaczął przelewać na papier to, co widział wokół siebie. 
Jego dłoń poruszała się płynnie, a atrament powoli wysychał na szorstkich stronach. Opisywał z najdrobniejszymi szczegółami, jak białe cienie giętkich liści wierzby falują łagodnie na wietrze, jak leśne ptaki milkną w zachwycie i jak cała puszcza na ten jeden wyjątkowy moment utonęła w nieskazitelnej, baśniowej bieli. Wokół panował absolutny spokój.
Zanim południowe słońce zdążyło wzbić się wyżej, zepsuć ten unikalny efekt i bezwzględnie przywrócić światu zwykły, codzienny porządek, Thalendir zamknął kronikę z uśmiechem. 
Zrobił to w samą porę. Ocalił ten niezwykły dzień od zapomnienia, opisując go na kartach kroniki, która już na zawsze pozostanie świadectwem cudów ukrytych w głębi puszczy.

Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Zamiast czerni i szarości cienia, biel światła w miejscach gdzie świTło nie pada. Sprytne i ciekawe zjawisko😊 Fajne pomysł, a jakie bajkowe ilustracje, aż chce się odszukać portalu do tej krainy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Portal do tego świata to byłoby coś, z czego niezwykle bym się ucieszyła 😉 Na szczęście mamy wyobraźnię, można z niej korzystać bez ograniczeń. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️