Mały Tuk i wielkie nieporozumienie

Czasami najgorsze chmury nadciągają nad naszą krainę nie z nieba...

Mały Tuk od samego rana krzątał się po dalekich leśnych polanach. Jego malutkie serduszko biło z dumy, bo udało mu się nazbierać pełen kubek najsłodszych, dzikich poziomek. 
Każda z nich była czerwona, pachnąca i zerwana z myślą o Idril, która miała z nich wieczorem przygotować chłodny deser. Chciał być pomocny, chciał przynieść leśnej rodzinie odrobinę radości w ten parny, trudny dzień.
Gdy po długim marszu zmęczony maluch wszedł do chatki, Idril akurat rozlewała gorącą melisę. Była wykończona skwarem, a jej myśli krążyły wokół chorych zwierząt w zagrodzie. 
Kiedy Tuk z dumą postawił swój mały kubeczek na ławie, Idril, nawet na niego nie patrząc, odsunęła go i westchnęła cicho pod nosem: „Och, Tuku, nie teraz... Mam dziś na głowie ważniejsze sprawy niż te Twoje owoce”.
Te kilka słów, rzuconych w pośpiechu i zmęczeniu, uderzyło w małego elfa niczym lodowaty wiatr. Kubek się przewrócił, a czerwone poziomki potoczyły się pod stół. 
Tuk poczuł, jak gardło mu się ściska, a w jego oczach zalśniły łzy. Poczuł się tak bardzo niepotrzebny, mały i nieważny dla całego świata. Skoro nikt tu na niego nie czeka, to on... on po prostu odejdzie.
Spakował do lnianego woreczka dwa suszone listki mięty, swoją ulubioną drewnianą łyżeczkę i z ciężkim sercem opuścił chatkę. 
Postanowił wyprowadzić się z lasu na zawsze. 
Wędrował długo, klucząc między potężnymi paprociami, dopóki nie dotarł na dalekie, dzikie obrzeża puszczy, gdzie przez Szumiący Jar przepływał głęboki i głośny leśny strumień. 
Zebrał w sobie całą odwagę, przeprawił się po zwalonym, starym pniu i tam, na drugim brzegu – w miejscu, skąd chatki Idril nie było już ani widać, ani słychać – usiadł pod wielkim liściem łopianu i zaczął cicho płakać.
Gdy wieczorem parny dzień ustąpił miejsca chłodnemu zmierzchowi, Idril ochłonęła. Rozejrzała się po kuchni i nagle zamarła. Zobaczyła rozsypane na podłodze, pachnące słońcem poziomki ... i w tym samym ułamku sekundy zrozumiała, jaką krzywdę wyrządziła mu swoim pośpiechem. Wybiegła przed chatkę, wołając Tuka, a jej głos drżał od strachu.
Szukała go długo, idąc po śladach wydeptanych w mchu, aż dotarła do Szumiącego Jaru. Znalazła go po drugiej stronie głębokiej wody. Siedział pod swoim wielkim liściem łopianu, trzymając w łapkach drewnianą łyżeczkę i patrząc tęsknie w stronę, z której przyszedł. 
Idril nie wahała się ani chwili. Przeprawiła się przez pień nad rwącym nurtem, i kucnęła na chłodnej ziemi tuż obok małego uciekiniera.
– Przepraszam cię, mój mały Tuku – szepnęła – Moje zmęczenie nie miało nic wspólnego z tobą. Twoje poziomki są najwspanialszym darem, a bez ciebie ten las straciłby całe swoje ciepło.
Tuk pociągnął noskiem, wycierając łapki w jej rękaw.
– Myślałem, że już mnie nie chcecie w naszym lesie... – wyszeptał cichutko.
– Bo widzisz, mój maluchu – powiedziała Idril, wracając z nim na rękach przez szumiący strumień – nieporozumienia są jak chwasty. Jeśli schowamy je w sercu i będziemy o nich milczeć, urosną tak wielkie, że zbudują między nami wielki mur. Zamiast uciekać i domyślać się najgorszego, zawsze lepiej podejść, zapytać i po prostu o tym porozmawiać. Słowa potrafią ranić, ale te wypowiedziane prosto z serca mają najpiękniejszą moc uzdrawiania.

Moi Leśni Przyjaciele, jak często zdarza się nam w codziennym pędzie rzucić w stronę bliskich szorstkie słowo, którego wcale nie chcieliśmy wypowiedzieć? I jak często my sami budujemy w głowach wielkie mury z żalu, zamiast po prostu podejść i zapytać?
Odpędźcie dziś z serca wszystkie niewypowiedziane żale. Porozmawiajcie ze sobą ciepło, zanim zapadnie noc. Dobrze, że jesteście w naszej leśnej rodzinie! 💚

Prześlij komentarz

1 Komentarze

  1. Niedopowiedzenie, brak komunikacji, umiejętność przyznania się do błędu, bardz, bardzo ważne sprawy. Piękna opowiastka przypominają🦋🍀💚🩵💛

    OdpowiedzUsuń

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️