Słońce pięknie rozświetlało rozległe, górskie łąki na zboczach pasma granitowego wyrazistym, głębokim błękitem. W soczystej, trawiastej zieleni, która falowała na letnim wietrze niczym zielone morze, rozkwitały tysiące dzikich kwiatuszków.
Abeja wędrowała tym otwartym zboczem, trzymając duży wiklinowy kosz. Ubrana w swoją ulubioną, prostą lnianą suknię, z najwyższą uwagą przyglądała się kielichom roślin, poszukując rzadkich, złocistych pyłków kwiatowych dla swoich leśnych pszczół.
Nagle ziemia pod jej stopami zadrżała, a z górskich przełęczy powiał potężny, ciepły podmuch wiatru. Z góry zaczął schodzić olbrzym Hektor. Szedł z dłonią wyciągniętą w jej kierunku.
Abeja zamarła i na moment mocno się przestraszyła, kurczowo zaciskając ręce na koszyku. Wielkolud był gigantyczny, niczym góra.
Hektor, widząc jej strach, zatrzymał się natychmiast. Na jego ogromnej twarzy pojawił się pełen nieśmiałości, łagodny uśmiech. Bardzo powoli, milimetr po milimetrze, wyciągnął przed siebie swoją wielką dłoń, na której leżał jeden, niespotykany nigdzie indziej, różowy, czarodziejski kwiat z wysokich skał.
Abeja odetchnęła głęboko, czując, jak cały lęk odpływa z jej serca. Podeszła bliżej i odebrała podarunek, ale gdy tylko spojrzała na gigantyczne palce olbrzyma, zmartwiła się nie na żarty. Skóra Hektora była straszliwie popękana, otarta i poraniona od ostrych krawędzi granitu, który przekładał na szczytach.
Mistrzyni Pasieki natychmiast przeszła do działania. Zawsze nosiła przy sobie mały, gliniany słoiczek ze świeżym, gęstym miodem ze swojej pasieki. Bez wahania chwyciła za rąbek swojej lnianej sukienki, mocno pociągnęła i urwała długi, czysty pasek miękkiego płótna.
– Pochyl się, Hektorze – poprosiła cicho, spoglądając mu w oczy.
Olbrzym posłusznie oparł zranioną dłoń o trawiastą ziemię. Abeja nabrała na palce obfitą porcję słodkiego, miodowego lekarstwa i z najwyższą czułością rozsmarowała je na otartym palcu wielkoluda, a potem sprawnie owinęła go przygotowanym płóciennym bandażem. Hektor poczuł, jak pulsujący ból natychmiast znika, a w jego miejsce wpływa kojące, bezpieczne ciepło. Zamknął oczy i wydał z siebie cichy, basowy pomruk czystego zachwytu, który brzmiał jak najmilszy szum letniego boru.
Gdy Abeja skończyła zawiązywać supełek, wielki Hektor spojrzał na swój opatrunek i nagle, z radosnym błyskiem w oku, pobiegł prosto w górę zbocza. Znikał tak szybko, że pył spod jego skórzanych butów zawirował w słońcu.
Abeja stała na łące, patrząc za nim ze zdumieniem, gdy nagle olbrzym wyłonił się zza skalnej ściany. W swoich potężnych ramionach niósł naręcze wielkich, najpiękniejszych, kolorowych i pachnących kwiatów, jakie rosły tylko na najwyższych, niedostępnych dla nikogo szczytach.
Zamaszystym, pełnym wdzięczności ruchem wysypał je wszystkie prosto u stóp małej Abeji, tworząc na środku trawiastej polany wielką, pachnącą letnim sadem, kolorową górę kwiatów!
Dziewczyna aż klasnęła w dłonie z zachwytu, śmiejąc się radośnie, a zadowolony z siebie Hektor usiadł obok na skale, pilnując jej spokoju. I tak siedzieli razem w bezpiecznej, sielskiej ciszy, podczas gdy Las w dolinie pod nimi kołysał się powoli w swoim odwiecznym, stałym i niespiesznym rytmie.







1 Komentarze
Też czasami obdarzam żonę kwiatowymi bukietami, a ponieważ nie jestem olbrzymem bukieciki również są raczej małe😊💝💐🪻🌻🌼
OdpowiedzUsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️