Gościnnie Autorka: Danutka Nutka
Lioriel udała się do lasu po zioła, a Syrla, jak zwykle, leciała nad nią. Las był wyjątkowo spokojny, lekki wiatr poruszał gałęziami drzew. Nagle sowa zahukała, nie ostrzegawczo, lecz z zaciekawieniem.
– Co znalazłaś? – Lioriel podeszła bliżej. Między paprociami, częściowo przysypane mchem, leżało duże zielone jajo wielkości sporej dyni. Jego skorupa delikatnie połyskiwała w promieniach słońca.
Elfka uklękła. – Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam... – Ostrożnie dotknęła skorupy; była ciepła. W tej samej chwili jajo lekko zadrżało. Lioriel natychmiast cofnęła rękę.
– Ono żyje.
Syrla zeskoczyła z gałęzi i uważnie przyjrzała się znalezisku. Kilka minut później wróciła z Abeją. Przyjaciółka długo oglądała jajo, a na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.
– To jajo zielonego leśnego smoka.
– Smoka? Naprawdę? – Abeja skinęła głową. – Myślałam, że wyginęły wiele lat temu.
– Ja również.
– Smoka? Naprawdę? – Abeja skinęła głową. – Myślałam, że wyginęły wiele lat temu.
– Ja również.
Wieczorem przybyli Hubert i Earyn. Hubert obejrzał jajo ze wszystkich stron.
– Jestem niemal pewien, że wkrótce się wykluje.
– Na jakiej podstawie? – zapytała Abeja.
– Mam przeczucie.
– Czyli zgadujesz?
– Brzmi to mniej profesjonalnie.
– Na jakiej podstawie? – zapytała Abeja.
– Mam przeczucie.
– Czyli zgadujesz?
– Brzmi to mniej profesjonalnie.
Earyn uśmiechnął się pod nosem
Nagle rozległo się ciche pyk i trach... Na skorupie pojawiło się pierwsze pęknięcie, potem drugie i trzecie. Cała czwórka wstrzymała oddech.
Mały zielony pyszczek ostrożnie wychylił się ze skorupy. Chwilę później pojawiły się złote oczy. Smoczek zamrugał, rozejrzał się dookoła i... kichnął. Z jego pyszczka wydobyła się chmurka zielonych iskier, a tuż obok wyrosły małe stokrotki.
Hubert wybuchnął śmiechem.
– To chyba najmniej groźny smok, jakiego widziałem.
Smoczek spojrzał na niego urażonym wzrokiem. Potem niezdarnie wdrapał się na kolana Lioriel, zwinął się w kłębek i zasnął.
– Chyba sam zdecydował, kto będzie się nim opiekował – uśmiechnęła się Abeja.
Minęły tygodnie. Smoczek rósł zaskakująco szybko i był już wielkości dużego wilka. Uwielbiał wspinać się po pniach drzew, gonił motyle i małe ptaszki.
Czasami próbował zaczepiać Syrlę, lecz sowa szybko dała mu do zrozumienia, że nie ma na to ochoty. Od tamtej pory darzyli się wzajemnym szacunkiem.
Czasami próbował zaczepiać Syrlę, lecz sowa szybko dała mu do zrozumienia, że nie ma na to ochoty. Od tamtej pory darzyli się wzajemnym szacunkiem.
Hubert codziennie próbował nauczyć go różnych sztuczek.
– Podaj łapę.
Smok spojrzał na niego, odwrócił się i odszedł.
– Jest mądrzejszy od ciebie – zaśmiała się Abeja.
– To było niepotrzebne.
Pewnego ranka Earyn przyjechał z wizytą. Smok siedział wysoko na gałęzi. Strażnik spojrzał w górę.
– Urósł.
– Bardzo.
– Bardzo.
– Niedługo będzie mu za ciasno w domu.
Lioriel zamyśliła się. Spojrzała na ogromny dąb, potem na dużą dziuplę znajdującą się kilka gałęzi wyżej, która od dawna była pusta.
– Chyba już wiem, gdzie będzie mieszkał.
Kilka dni później wspólnie przygotowali dziuplę. Hubert przyniósł miękki mech, Abeja i Lioriel ułożyły pachnące zioła, a Earyn naprawił wejście, aby było bezpieczne.
Smok był bardzo ciekawy, zaglądał wszędzie i obwąchiwał każdy zakątek. W końcu wszedł do środka, rozejrzał się, położył i z zadowoleniem zamknął oczy.
– Chyba mu się podoba – powiedziała Abeja.
– Chyba tak – uśmiechnęła się Lioriel.
– Chyba tak – uśmiechnęła się Lioriel.
Wieczorem Lioriel usiadła przed domem na dębie. Smoczek położył głowę na jej kolanach i spojrzał na nią złotymi oczami. Elfka delikatnie pogłaskała go po łbie.
Przez chwilę panowała cisza, słychać było jedynie szum liści i śpiew świerszczy.
– Myślę, że nadszedł czas, abyś otrzymał imię – powiedziała cicho.
Abeja, Hubert i Earyn spojrzeli na nią z zaciekawieniem. Dziewczyna uśmiechnęła się.
– Nazwiemy go Drin.
– Drin? – powtórzył Hubert. – W języku dawnych elfów oznacza Szept Drzewa – wyjaśniła elfka. – To piękne imię dla leśnego smoka.
– Drin? – powtórzył Hubert. – W języku dawnych elfów oznacza Szept Drzewa – wyjaśniła elfka. – To piękne imię dla leśnego smoka.
Smoczek uniósł głowę, jakby rozumiał każde jej słowo. Cicho zamruczał i otarł się o jej dłoń.
– Zostanie z nami – powiedziała z ciepłym uśmiechem. – Będziemy jego rodziną.
Abeja skinęła głową.
– Myślę, że właśnie tego potrzebował.
– I chyba my również – dodał Earyn.
– I chyba my również – dodał Earyn.
Hubert spojrzał na smoka i zaśmiał się.
– Czyli oficjalnie mieszkam obok smoka.
Drin odpowiedział cichym pomrukiem, a z jego nozdrzy wydobyła się delikatna zielona mgiełka. Wokół domu rozkwitło kilka nowych leśnych kwiatów.
Od tamtej pory Drin stał się mieszkańcem domu na dębie.
Za dnia często drzemał w swojej dziupli albo wygrzewał się na najwyższych gałęziach. Wieczorami siadał obok Syrli i razem obserwowali las.
Czasami pomagał Lioriel pielęgnować rośliny – wystarczyło, że dmuchnął delikatną zieloną mgiełką, a kwiaty rozkwitały jeszcze piękniej.
Za dnia często drzemał w swojej dziupli albo wygrzewał się na najwyższych gałęziach. Wieczorami siadał obok Syrli i razem obserwowali las.
Czasami pomagał Lioriel pielęgnować rośliny – wystarczyło, że dmuchnął delikatną zieloną mgiełką, a kwiaty rozkwitały jeszcze piękniej.
Mieszkańcy lasu szybko przywykli do jego obecności. Nie był niczyim zwierzątkiem, był przyjacielem, sąsiadem. Nowym mieszkańcem lasu.
A Hubert do dziś opowiada wszystkim, że Drin wykluł się właśnie dlatego, że usłyszał jego głos. Nikt mu nie wierzy, nawet smok.
Lioriel często uśmiecha się, patrząc na swoich niezwykłych towarzyszy: sowę na gałęzi, smoka w jego dziupli i dom na dębie, który z każdym kolejnym dniem staje się coraz pełniejszy życia.








2 Komentarze
Wreszcie jest smok. Jak ja się cieszę. To moje ulubione legendarne zwierzę. Jakie niezwykłe moce posiada. Meślę, że nie są one jedyne 💓❣️🐲🐉
OdpowiedzUsuńMyślę,. że smocze możliwości są prawie nieograniczone 😉Sama jestem ciekawa, co ten maluch zrobi w naszym Lesie.
UsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️