Powoli budził się świt.
Doktor Ambroży Pukawka siedział sam na omszałym kamieniu tuż przy brzegu jeziora. Jego ciężka torba z ciemnej skóry, zwykle wypchana słoiczkami z maściami i syropem z pędów sosny, leżała bezpiecznie w paprociach. Doktor nie szukał dziś do swoich leków i naparów.
Ambroży robił coś, o czym nikt w Lesie z Mchu i Paproci nie miał pojęcia. Przemywał w krystalicznym strumieniu ludzkie słowa, które przypływały z ich świata.
Do tej pory wszyscy znali go jako medyka od leczenia bolących brzuchów, nastawiania skrzydełek czy uspokajania plotkarskich mandragor. Nikt jednak nie wiedział, że Ambroży potrafi leczyć ludzkie dusze ze zmęczenia. Codziennie rano, gdy słońce wstawało zza gór, doktor przychodził nad Szmaragdowe Zwierciadło i zanurzał dłonie w lodowatej, górskiej wodzie.
Wyciągał z niej szare, zgaszone słowa, które uciekły ze świata ludzi – te wszystkie rzucone w pośpiechu „szybciej”, ciężkie od stresu „nie mam czasu” czy lękliwe „muszę”. Te słowa, niesione rzekami miejskiego hałasu, trafiały aż tutaj, na skraj dzikiego lasu. Były brudne od zgiełku i tak ciężkie, że opadały na dno.
Ambroży brał je delikatnie w dłonie i długo płukał w rwącym strumieniu. Patrzył, jak nurt zmywa z nich cały pośpiech, gniew i niepokój. Oczyszczone słowa nagle zaczynały lśnić miękkim, perłowym blaskiem, przypominającym światło gwiazd. Doktor układał je na miękkim mchu, by obeschły przed nocą.
– Zioła leczą ciało – mruczał cicho pod nosem, poprawiając okulary. – Ale człowiek potrafi zachorować od samego hałasu. Od słów, które bolą i gonią bez wytchnienia. Tutaj, w czystej wodzie, odzyskują swój dawny spokój.
Gdy skończył, wrzucił kilka rozświetlonych, czystych słów do glinianego dzbana, dorzucił garść suszonej melisy i zalał wszystko wrzątkiem z małego obozowego paleniska. Pachniało to wolnością, czystym górskim powietrzem i domem. Napar „Czysta Głowa” na spokojny sen dla całego zmęczonego świata był gotowy.
Ktokolwiek ze świata ludzi weźmie dziś choćby łyk tej opowieści, poczuje, jak z jego głowy znika cały natłok myśli. Zostanie tylko cisza, szum wodospadu i spokój.


2 Komentarze
Niech muszę w chcę się zmienia.
OdpowiedzUsuńGdybyśmy tylko tak potrafili, to chyba byłoby po prostu szczęście, prawda?
UsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️