O zmierzchu Modra Polana wyglądała dokładnie tak, jak powinna – rześki strumień toczył wodę u stóp ośnieżonych szczytów, a fioletowe niebo powoli gasiło resztki dziennego pośpiechu. W tym krajobrazie nie było ani jednego fałszywego tonu. Przyroda nie potrafiła kłamać.
Przy samym brzegu Szmaragdowego Zwierciadła siedział człowiek. W naszym lesie nazywaliśmy go po prostu Wędrowcem. Był wolną duszą, pojawiał się na naszych ścieżkach nagle, a potem na długie miesiące znowu znikał bez śladu. Nikt nie wiedział, gdzie mieszka, ani gdzie przebywa na co dzień. Żył całkowicie wolno, niezależnie, poza wszelkimi granicami. Choć wyglądał jak człowiek, to w jego oczach i w sposobie, w jaki z szacunkiem dotykał mchu, było coś na wskroś elfiiego.
Dziś jednak przyniósł ze sobą ludzką pamięć. Pamięć, która wyjątkowo mocno mu ciążyła.
– Znowu tam wracasz myślami? – odezwał się cichy, ciepły głos Etty, która podeszła niezauważona, niosąc w dłoniach garść leśnych ziół.
Wędrowiec nie odwrócił głowy. Zapatrzony w taflę jeziora, odetchnął tylko ciężko.
– Czasami rzeka przynosi z tamtego świata zapach, którego wolałbym już nigdy nie czuć, Etto – odpowiedział nisko. – Zapach ludzkiej nienawiści. Jest ostra jak brzytwa. Tnie bez ostrzeżenia, bez powodu i do samej kości.
Etta usiadła cicho na mchu obok niego, pozwalając mu mówić. Wiedziała, że niektóre rany potrzebują bardzo dużo czasu i leśnej ciszy, by choć trochę przestały piec.
– Ludzie myślą, że nienawiść dotyka tylko słabych – kontynuował Wędrowiec. – Ale ja tam, w moich podróżach, widziałem rzeczy najgorsze. Widziałem ludzi wielkich, wybitnych, którzy ciężką, morderczą pracą wznieśli się na same szczyty. Nikomu nic nie ukradli, sami zapracowali na każdy swój sukces. I wiesz, co robił tłum, gdy tylko tamci na chwilę potknęli się w swojej drodze? Zamiast podać dłoń, rzucali w nich kamieniami ukrytymi w słowach.
Zamilkł na chwilę, a woda w strumieniu zaszumiała głośniej, jakby próbowała zagłuszyć te wspomnienia.
– Życzyli im upadku, chorób, najgorszych nieszczęść – mówił dalej, a jego głos drżał od tłumionych emocji. – Odmawiali im prawa do zmęczenia, do strachu, do zwykłych ludzkich łez i słabości. Mówili, że skoro osiągnęli sukces i mają wszystko, to nie mają prawa czuć bólu ani lęku przed jutrem. Widziałem wspaniałe, wrażliwe istoty, które pod tym ciężarem płakały z czystej ulgi, gdy przez krótką chwilę nikt ich nie oceniał. Widziałem też takich, którzy tej parszywej, zbiorowej nienawiści po prostu nie udźwignęli... i odeszli na zawsze, gasząc swoje światło przedwcześnie.
Etta patrzyła na niego ze smutkiem.
– Dlatego tak bardzo cenisz sobie tę swoją całkowitą wolność? Dlatego zawsze uciekasz w nieznane? – zapytała cicho.
– Tak. Nie dałem rady tam żyć na stałe – skinął głową. – W nienawiści nie ma nic dobrego, nic budującego. Zazdrość potrafi czasem zmobilizować człowieka do działania, ale czysta nienawiść tylko niszczy i rozmydla wszystko, co piękne. Przyroda bywa surowa, burza potrafi złamać najstarsze drzewo, a mróz ścina wodę w lód. Ale las nigdy nie rani po to, żeby zadać bezwzględny, bezmyślny ból. Tylko ludzie to potrafią.
Etta wstała, podeszła bliżej i położyła mu dłoń na ramieniu.
– Tutaj jesteś bezpieczny, wędrowcze. Nawet jeśli jutro znów znikniesz na szlakach, pamiętaj, że nasze Szmaragdowe Zwierciadło odbija tylko prawdę, a las przyjmuje każdą Twoją emocję bez oceniania. Może kiedyś nadejdą lepsze czasy i tam, w świecie ludzi, pojawi się stu mądrych, którzy odważnie staną w obronie jednego ranionego. Ale dopóki to nie nastąpi... zawsze możesz wrócić i odpocząć tutaj, wśród mchu i paproci.
Wędrowiec odetchnął głęboko rześkim, wieczornym powietrzem Modrej Polany. Ciężar, który przyniósł na swoich plecach, nagle wydał się odrobinę lżejszy, rozpuszczony przez leśną ciszę. Spojrzał na Ettę i po raz pierwszy od bardzo wielu dni na jego zmęczonej twarzy pojawił się delikatny, spokojny uśmiech. Byli na miejscu. A las milczał razem z nimi, otulając ich ochronnym, bezpiecznym cieniem.


2 Komentarze
Droga wiedźminko Moniko z Mądrej Doliny. To o czym opowiadasz to znak naszych czasów. To coś czego się boję, by nie wdarło się do naszego "lasu". Ludzie tak bardzo lubią zochydzać to co dobre i szlachetne, tylko po to by pokazać swoją inność, by zostać zauważonym, bo można będąc niezauważonym wbić idolowi szpilę. Wyraźnie widać to na sportowcach. Kiedy im wszystko wychodzi, zwyciężają są hołubieni, gdy doznają porażki wieszają na nich koty, a może coś innego. Ludzie oceniają wszystko i wszystkich, a sami nie bardzo chcą być oceniani. Czy nie lepiej uśmiechnąć się, pozdrowić serdecznie, wesprzeć słowem, a może czynem. Co prawda są i tacy, którzy tak czynią niestety hejterzy są głośniejsi. Dlatego leśni strażnicy muszą być bardz ostrożni i stanowczy, by nikt nie zniszczył piękna ludzkiego umysłu. By elfy, krasnoludy i szczególne smoki, i ty wiedźminko mogły spokojnie żyć w tym cudnym lesie🦋🍀💚❣️
OdpowiedzUsuńWiesławie, bardzo Ci dziękuję za te słowa i za Twoją czujność. Masz absolutną rację – ocenianie innych i zawiść bywają dziś okropnie głośne, ale dopóki tu jestem, możesz być spokojny. Strzegę naszego Lasu, jestem stanowcza i nie pozwolę, żeby ktokolwiek wchodził tu z butami i niszczył to nasze wspólne piękno. Dziękuję też Tobie i wszystkim moim czytelnikom za pomoc w pilnowaniu tego porządku. Dzięki Wam elfy, smoki i ja możemy u nas spokojnie żyć. Dobrze, że jesteś! 💚🍀
UsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️