Żółte punkty we mgle zbliżały się coraz bardziej. Lioriel odruchowo sięgnęła do pasa gdzie nosiła swój nóż strażniczki. Earyn stanął nieco przed nią i zmrużył oczy, próbując dostrzec coś w mlecznej bieli. Nagle rozległ się piskliwy głos:
- Patrzcie!
- To elfy!
- Może mają jedzenie !
- Albo błyszczące rzeczy!
- Zjedzmy ich!


Z mgły wyskoczyły niewielkie pokraczne stworzenia. Miały zielonkawe twarze, szpiczaste uszy, długie nosy, krzywe zęby i potargane czupryny. Nosiły czapki z liści i kamizelki z leśnego mchu.
- Gobliny - powiedział Earyn.
- Jakie brzydkie - wzdrygnęła się Lioriel.
Stworzenia otoczyły ich szerokim kręgiem, podskakując i chichocząc.
- Co robimy? - spytała Lioriel.
Earyn przypomniał sobie słowa Eriki.
- Płaszcze.
Dziewczyna natychmiast obróciła swój płaszcz na ciemną stronę. Strażnik zrobił to samo.
Magiczne nici wróżek zamigotał u przez chwilę i cienie otuliły ich sylwetki.

Gobliny przystanęły.
- Gdzie oni są! Przecież byli tutaj! Zniknęli! A może to mgła ich zjadła!!
- Mgła nie je elfów!
- Skąd wiesz !
- Próbowałem ją kiedyś nakarmić!
Przez chwilę trwała głośna kłótnia. Lioriel z trudem powstrzymywała śmiech. Earyn spojrzał na nią znacząco. Powoli i ostrożnie oddalili się między skałami.
Dopiero gdy głosy goblinów całkiem ucichły zatrzymali się na wieczorny odpoczynek przy ognisku.
Następnego ranka wyruszyli dalej. Przed nimi rozciągała się Mglista Przełęcz. Wysokie skały pięły się ku niebu niczym kamienne wieże. Między nimi płynęły strumienie srebrzystej mgły. W szczelinach skalnych rosły karłowate sosny i krzewy obsypane niebieskimi jagodami.
- Niesamowity widok, groźny ale piękny - powiedziała Lioriel.
- Tak, jest tu bardzo pięknie - odparł Earyn.

Ruszyli dalej. Przez kolejne godziny wspinali się po stromych ścieżkach, troszcząc się o siebie nawzajem. Przydały się im też kolce od Huberta. Dzięki nim pokonali śliskie skały.
Wieczorem mgła zaczęła się przerzedzać, a przed nimi pojawiła się ogromna dolina. Pośrodku niej stał dąb. Lioriel zatrzymała się z wrażenia. Nigdy nie widziała tak wielkiego drzewa . Jego pień był szerszy od niejednego domu. Konary rozciągały się na wiele metrów nad ziemią tworząc zielony dach nad całą doliną. Korzenie przypominały wzgórza.
- To musi być drzewiec- wyszeptała.

W tej samej chwili ziemia lekko zadrżała . Drzewiec otworzył ogromne oczy ukryte w korze.
- Witaj Lioriel- czekałem na nasze spotkanie. Znam wiele wspaniałych strażniczek z twojego rodu. Ciebie też witam strażniku. Głos drzewa przypominał szum wiatru w koronach lasu.
Lioriel i Earyn skłonili się szacunkiem.

- Przysyła nas Thalendir - powiedziała dziewczyna - po nasiona srebrnolistu.
Przez chwilę panowała cisza. Liście zaszeleściły wysoko nad ich głowami.
- Wielu przybyło po nasiona, niewielu okazało się ich godnych.
- Jestem gotowa przejść próbę - odparła Lioriel.
Dąb przyglądał się jej swoimi mądrymi oczami.
- Odwaga jest cenna, lecz sama odwaga nie wystarczy, potrzebna jest też mądrość i siła.
Jeden z potężnych korzeni poruszył się. Pod nim pokazał się tunel prowadzący w głąb ziemi, z którego wnętrza wydobywała się srebrzysta poświata...
- To jest twoja próba - oznajmił Drzewiec - Jeżeli ją przejdziesz, będziesz mogła zabrać nasiona do waszego lasu.
- Na czym ona polega ? - zapytała Lioriel
- Każdy kto tam wejdzie ujrzy prawdę, którą musi zrozumieć.
Dziewczyna spojrzała na swojego towarzysza. W tym spojrzeniu była obawa, której Earyn nigdy wcześniej nie widział.
- Pójdę tam z tobą.
Dąb zaszumiał złowrogo i ziemia zatrzęsła się.
- Nie możesz, muszę to zrobić sama...
- To elfy!
- Może mają jedzenie !
- Albo błyszczące rzeczy!
- Zjedzmy ich!


Z mgły wyskoczyły niewielkie pokraczne stworzenia. Miały zielonkawe twarze, szpiczaste uszy, długie nosy, krzywe zęby i potargane czupryny. Nosiły czapki z liści i kamizelki z leśnego mchu.
- Gobliny - powiedział Earyn.
- Jakie brzydkie - wzdrygnęła się Lioriel.
Stworzenia otoczyły ich szerokim kręgiem, podskakując i chichocząc.
- Co robimy? - spytała Lioriel.
Earyn przypomniał sobie słowa Eriki.
- Płaszcze.
Dziewczyna natychmiast obróciła swój płaszcz na ciemną stronę. Strażnik zrobił to samo.
Magiczne nici wróżek zamigotał u przez chwilę i cienie otuliły ich sylwetki.

Gobliny przystanęły.
- Gdzie oni są! Przecież byli tutaj! Zniknęli! A może to mgła ich zjadła!!
- Mgła nie je elfów!
- Skąd wiesz !
- Próbowałem ją kiedyś nakarmić!
Przez chwilę trwała głośna kłótnia. Lioriel z trudem powstrzymywała śmiech. Earyn spojrzał na nią znacząco. Powoli i ostrożnie oddalili się między skałami.
Dopiero gdy głosy goblinów całkiem ucichły zatrzymali się na wieczorny odpoczynek przy ognisku.
Następnego ranka wyruszyli dalej. Przed nimi rozciągała się Mglista Przełęcz. Wysokie skały pięły się ku niebu niczym kamienne wieże. Między nimi płynęły strumienie srebrzystej mgły. W szczelinach skalnych rosły karłowate sosny i krzewy obsypane niebieskimi jagodami.
- Niesamowity widok, groźny ale piękny - powiedziała Lioriel.
- Tak, jest tu bardzo pięknie - odparł Earyn.

Ruszyli dalej. Przez kolejne godziny wspinali się po stromych ścieżkach, troszcząc się o siebie nawzajem. Przydały się im też kolce od Huberta. Dzięki nim pokonali śliskie skały.
Wieczorem mgła zaczęła się przerzedzać, a przed nimi pojawiła się ogromna dolina. Pośrodku niej stał dąb. Lioriel zatrzymała się z wrażenia. Nigdy nie widziała tak wielkiego drzewa . Jego pień był szerszy od niejednego domu. Konary rozciągały się na wiele metrów nad ziemią tworząc zielony dach nad całą doliną. Korzenie przypominały wzgórza.
- To musi być drzewiec- wyszeptała.

W tej samej chwili ziemia lekko zadrżała . Drzewiec otworzył ogromne oczy ukryte w korze.
- Witaj Lioriel- czekałem na nasze spotkanie. Znam wiele wspaniałych strażniczek z twojego rodu. Ciebie też witam strażniku. Głos drzewa przypominał szum wiatru w koronach lasu.
Lioriel i Earyn skłonili się szacunkiem.

- Przysyła nas Thalendir - powiedziała dziewczyna - po nasiona srebrnolistu.
Przez chwilę panowała cisza. Liście zaszeleściły wysoko nad ich głowami.
- Wielu przybyło po nasiona, niewielu okazało się ich godnych.
- Jestem gotowa przejść próbę - odparła Lioriel.
Dąb przyglądał się jej swoimi mądrymi oczami.
- Odwaga jest cenna, lecz sama odwaga nie wystarczy, potrzebna jest też mądrość i siła.
Jeden z potężnych korzeni poruszył się. Pod nim pokazał się tunel prowadzący w głąb ziemi, z którego wnętrza wydobywała się srebrzysta poświata...
- To jest twoja próba - oznajmił Drzewiec - Jeżeli ją przejdziesz, będziesz mogła zabrać nasiona do waszego lasu.
- Na czym ona polega ? - zapytała Lioriel
- Każdy kto tam wejdzie ujrzy prawdę, którą musi zrozumieć.
Dziewczyna spojrzała na swojego towarzysza. W tym spojrzeniu była obawa, której Earyn nigdy wcześniej nie widział.
- Pójdę tam z tobą.
Dąb zaszumiał złowrogo i ziemia zatrzęsła się.
- Nie możesz, muszę to zrobić sama...

1 Komentarze
Mądrość i siła. Uważność i wyrozumiałość. Niewinność, ale nie naiwność. Niech się toczy z zielenią.
OdpowiedzUsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️