Las budził się łagodnie. Promienie słońca prześwitywały przez liście, oświetlając rośliny, które po nocnym spoczynku budziły się do życia.
Lioriel wybierała się właśnie do chatki mędrca Thalendira. Prosił ją o spotkanie z samego rana. Dziewczyna nie chciała się spóźnić – nie wypadało, aby starszy elf czekał na nią zbyt długo.
Drzwi były otwarte. Na stole stała świeżo zaparzona ziołowa herbata.
– Witaj, dziecko. Usiądź. Wezwałem cię tutaj, ponieważ masz zadanie do wykonania. Jako Strażniczka Drzew wyruszysz w daleką podróż przez Mglistą Przełęcz – powiedział mędrzec. – Rośnie tam prastary dąb, Drzewiec. Pilnuje on nasion magicznej rośliny - Srebrnolistu, zwanego również Lustrzanym Strażnikiem. Ta roślina jest bardzo potrzebna w naszym lesie. Potrafi odbijać uroki, klątwy i złe zaklęcia, kierując je z powrotem do źródła.

– Mogę otworzyć portal i szybko się tam dostać – zaproponowała Lioriel.
– Nie – odpowiedział mędrzec. – Droga ma znaczenie równie wielkie jak cel. To próba charakteru. Drzewiec nie pozwoli otworzyć w swoim pobliżu portalu. Jego magia jest zbyt silna.
Po chwili do chatki wszedł Earyn.
– Tak myślałem, że cię tu spotkam, Lioriel.
– Witaj, Earynie.
Mędrzec obserwował ich przez chwilę.
– Earyn będzie twoim towarzyszem w podróży. Masz pomagać Lioriel i czuwać nad jej bezpieczeństwem.
– Tak jest – odpowiedział bez wahania.

Znali się z Lioriel od niedawna, ale bardzo lubili swoje towarzystwo i darzyli się wzajemną sympatią.
– Czeka was długa i niebezpieczna wyprawa. Życzę wam powodzenia. Teraz idźcie do Eriki. Oczekuje waszego przyjścia.
Pracownia Eriki była przestronna i kolorowa, a nad wejściem wisiały barwne wstążki oraz suszone zioła.
– Witajcie! – zawołała. – Mam dla was podróżne płaszcze. To specjalne tuniki utkane z cieniutkich nici wróżek i przepełnione magią.
Rozwinęła pierwszy płaszcz. Jedna strona miała kolor świeżych liści, mchów i paproci – była to strona dzienna. Druga była ciemna niczym cień między drzewami. To była strona nocna.

– Są piękne, ciepłe i bardzo praktyczne – powiedziała Loriel z zachwytem.
Earyn przytaknął.
– Oby pomogły wam w tej długiej wyprawie – powiedziała Erika i uścisnęła ich na pożegnanie.
Następnego dnia rano przyszły się pożegnać Etta i Abeja, przyjaciółki Lioriel. Przyniosły także plecaki wypełnione prowiantem.
– Idźcie bezpiecznie – powiedziały i serdecznie ich uściskały.
Abeja podała również wędrowcom specjalne kolce na buty, przydatne podczas chodzenia po skałach. Wykonał je dla nich Hubert.

– Dziękujemy wam bardzo.
Pomachali przyjaciołom i ruszyli na północ.
Przez pierwsze godziny marszu droga była spokojna. Ptaki śpiewały wysoko w koronach drzew, a letni wiatr niósł zapach żywicy.
– Czy wiesz, na czym polega ta próba? – zapytał Earyn.
– Nie do końca – odpowiedziała wymijająco, jakby nie chciała zdradzić zbyt wiele.
– Szkoda, że nie mogłem zabrać Rumbasa – posmutniał Earyn.
– Szybko wrócimy. Ten urwis nawet nie zauważy, że nas nie ma. Dziczek już pewnie podjada coś dobrego i rozrabia – zaśmiała się Lioriel.
Earyn również się uśmiechnął.
– Pewnie masz rację. Syryla też musiała zostać. Tak powiedział mędrzec. Brakuje mi jej.
Earyn uśmiechnął się ciepło. Wiedział, jak bardzo Loriel jest przywiązana do swojej towarzyszki sowy.
– Nie martw się, masz mnie – uśmiechnął się do niej i wziął ją za rękę.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
Jednak wraz z upływem dnia las stawał się coraz rzadszy. Przed nimi zaczęły wyrastać poszarpane skały Mglistej Przełęczy. Wieczorem mgła zaczęła pełznąć po ziemi niczym żywa istota.

Earyn nagle się zatrzymał. Jego twarz natychmiast spoważniała.
– Lioriel...
– Co się stało?
Nie odpowiedział od razu. Nasłuchiwał.
Z oddali dobiegł ich cichy, piskliwy i złowrogi śmiech. Potem drugi. Trzeci. Chwilę później dziesiątki kolejnych. Lioriel poczuła nieprzyjemny dreszcz.
W mlecznobiałej mgle, między skałami, pojawiły się małe żółte punkty. Jakby ktoś obserwował ich z ciemności.
I tych punktów było coraz więcej...
Drzwi były otwarte. Na stole stała świeżo zaparzona ziołowa herbata.
– Witaj, dziecko. Usiądź. Wezwałem cię tutaj, ponieważ masz zadanie do wykonania. Jako Strażniczka Drzew wyruszysz w daleką podróż przez Mglistą Przełęcz – powiedział mędrzec. – Rośnie tam prastary dąb, Drzewiec. Pilnuje on nasion magicznej rośliny - Srebrnolistu, zwanego również Lustrzanym Strażnikiem. Ta roślina jest bardzo potrzebna w naszym lesie. Potrafi odbijać uroki, klątwy i złe zaklęcia, kierując je z powrotem do źródła.

– Mogę otworzyć portal i szybko się tam dostać – zaproponowała Lioriel.
– Nie – odpowiedział mędrzec. – Droga ma znaczenie równie wielkie jak cel. To próba charakteru. Drzewiec nie pozwoli otworzyć w swoim pobliżu portalu. Jego magia jest zbyt silna.
Po chwili do chatki wszedł Earyn.
– Tak myślałem, że cię tu spotkam, Lioriel.
– Witaj, Earynie.
Mędrzec obserwował ich przez chwilę.
– Earyn będzie twoim towarzyszem w podróży. Masz pomagać Lioriel i czuwać nad jej bezpieczeństwem.
– Tak jest – odpowiedział bez wahania.

Znali się z Lioriel od niedawna, ale bardzo lubili swoje towarzystwo i darzyli się wzajemną sympatią.
– Czeka was długa i niebezpieczna wyprawa. Życzę wam powodzenia. Teraz idźcie do Eriki. Oczekuje waszego przyjścia.
Pracownia Eriki była przestronna i kolorowa, a nad wejściem wisiały barwne wstążki oraz suszone zioła.
– Witajcie! – zawołała. – Mam dla was podróżne płaszcze. To specjalne tuniki utkane z cieniutkich nici wróżek i przepełnione magią.
Rozwinęła pierwszy płaszcz. Jedna strona miała kolor świeżych liści, mchów i paproci – była to strona dzienna. Druga była ciemna niczym cień między drzewami. To była strona nocna.

– Są piękne, ciepłe i bardzo praktyczne – powiedziała Loriel z zachwytem.
Earyn przytaknął.
– Oby pomogły wam w tej długiej wyprawie – powiedziała Erika i uścisnęła ich na pożegnanie.
Następnego dnia rano przyszły się pożegnać Etta i Abeja, przyjaciółki Lioriel. Przyniosły także plecaki wypełnione prowiantem.
– Idźcie bezpiecznie – powiedziały i serdecznie ich uściskały.
Abeja podała również wędrowcom specjalne kolce na buty, przydatne podczas chodzenia po skałach. Wykonał je dla nich Hubert.

– Dziękujemy wam bardzo.
Pomachali przyjaciołom i ruszyli na północ.
Przez pierwsze godziny marszu droga była spokojna. Ptaki śpiewały wysoko w koronach drzew, a letni wiatr niósł zapach żywicy.
– Czy wiesz, na czym polega ta próba? – zapytał Earyn.
– Nie do końca – odpowiedziała wymijająco, jakby nie chciała zdradzić zbyt wiele.
– Szkoda, że nie mogłem zabrać Rumbasa – posmutniał Earyn.
– Szybko wrócimy. Ten urwis nawet nie zauważy, że nas nie ma. Dziczek już pewnie podjada coś dobrego i rozrabia – zaśmiała się Lioriel.
Earyn również się uśmiechnął.
– Pewnie masz rację. Syryla też musiała zostać. Tak powiedział mędrzec. Brakuje mi jej.
Earyn uśmiechnął się ciepło. Wiedział, jak bardzo Loriel jest przywiązana do swojej towarzyszki sowy.
– Nie martw się, masz mnie – uśmiechnął się do niej i wziął ją za rękę.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
Jednak wraz z upływem dnia las stawał się coraz rzadszy. Przed nimi zaczęły wyrastać poszarpane skały Mglistej Przełęczy. Wieczorem mgła zaczęła pełznąć po ziemi niczym żywa istota.

Earyn nagle się zatrzymał. Jego twarz natychmiast spoważniała.
– Lioriel...
– Co się stało?
Nie odpowiedział od razu. Nasłuchiwał.
Z oddali dobiegł ich cichy, piskliwy i złowrogi śmiech. Potem drugi. Trzeci. Chwilę później dziesiątki kolejnych. Lioriel poczuła nieprzyjemny dreszcz.
W mlecznobiałej mgle, między skałami, pojawiły się małe żółte punkty. Jakby ktoś obserwował ich z ciemności.
I tych punktów było coraz więcej...

1 Komentarze
I co? I co było dalej? 😮
OdpowiedzUsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️